Ratowanie kredytów frankowych

Kredyty walutowe to jeden z poważniejszych problemów, z jakimi boryka się sektor bankowy od kilku lat. A w zasadzie to nie tyle same banki, co klienci, bo to oni są póki co najbardziej stratni na zmianach kursowych.

Stąd wzięły się pomysły ratowania frankowiczów, choć nie każda propozycja uważana jest za dobre rozwiązanie. Ustawa dotycząca przewalutowania kredytów frankowych zakłada, że połowę kosztów przewalutowania wezmą na siebie banki, połową obciążeni zostaną sami kredytobiorcy. Taki sposób wydaje się najbardziej rozsądny, ale są też inne propozycje. Na przykład takie, by odpowiedzialność niemal w całości przerzucić na jedną stronę – banki.

To dla frankowiczów znacznie korzystniejsza opcja, bo przewalutowanie 50/50 nie każdemu kredytobiorcy tak naprawdę się opłacało. Jeśli jednak blisko 90 procent kosztów spadnie na bank, to zupełnie inna sytuacja. Nie myśli się jednak o tym, jakie konsekwencje podobny ruch może mieć dla całego sektora bankowego. Strata z tytułu drogiego franka może wynieść 22 miliardy złotych. Nie ma się co oszukiwać, banki nie wezmą całej tej kwoty na siebie. I w ostatecznym rozrachunku za nieszczęścia frankowiczów zapłacą wszyscy, także ci, którzy nie mają żadnego kredytu na koncie. Przerzucanie wszystkich kosztów na banki jest o tyle nieuprawnione, że naprawdę zagrożonych kredytów jest raptem trzy procent.

W większości przypadków zaproponowany pierwotnie system pomocy przy przewalutowaniu jest w zupełności wystarczający.

PrintEmail